Ostatnie wspomnienie
drżąc starczo, oparłem na nim bezsilność wieku,
wzdychając ciężko, sadowiąc swe ciało,
niedługo przeminę jak wątły cień w biegu,
Tuląc, w zgrzybiałych dłoniach
przetarty czasem skrawek kocyka,
opadam lekko, z głośnym zgrzytnięciem mebla,
którego odruchem, jest mnie unikać.
Świszczącym oddechem przeszywam powietrze,
zachrypły stęk ulgi ze mnie się wyrywa,
zamykam zmarszczką pokryte powieki,
i chcę, i proszę, by potok wspomnień, ostatnią swą podróż przeżywał,
Wspomnienia, wspomnienie, kontury życia,
pożółkłe na półce czasu,
zbyt mało chwil, by wspomnieć ich wiele,
jest chwila, na jedną, nim wszystkie zgasną.
Była, gdy pierwszy uśmiech dojrzałem,
tuliła, gdy z łezką w oku, nad starym pieskiem łkałem,
była radością i smutkiem dzieciństwa,
szaleństwem młodości, starości podporą,
Była uśmiechem, przyjaźnią, miłością,
nutą goryczy, zazdrości zmorą,
tańczyła, śpiewała, do życia mnie rwała,
zdradzała mnie z każdym, kogo spotkała,
Zmuszała do płaczu, ze smutku, z tęsknoty,
z radości i szczęścia, z czułości, zgryzoty,
rządziła mym ciałem, gdy byłem radosny,
otwarty, ufny, z pragnieniem miłości,
pełen szaleństwa, magii poznania,
odkrycia uczuć, lecz ... nie umierania,
Gdy teraz siedząc samotnie w fotelu, słyszę jak smutno zegar mi tyka,
próbuje jej tylko szeptem powiedzieć "dziękuję ... moja muzyka ..."
