Zapach pępka pomarańczy
Dzieńdobry piął się do czubka nieba
Noga z niechęcią palcami ruszala,
Z nadmiaru wrażeń głowa pękala.
W sadzie urwanie kwitnienia wiśni
Pastele różu padały na ziemię,
Kałuże płatków wichura wznosiła
Sakura w uszach, wokół spódnicy
Wielkie połacie wiśni kwitnących,
Wężem z kamieni wijące się dróżki
Różowo-blade szepczące strumyki
mostki i schodki pomiędzy nimi.
Tam w środku łąka, w niej drzewo krępe.
Słońca dostrzegam, jedno wybieram,
Gdy inne słońca zazdrośnie zielenią,
To jedno tylko swym ciepłem ogrzewam.
Nacieram dlonią skórę chropawą
Zrywam ostrożnie mały ogonek
Nosem roztulam cudowny pępek,
Wdechem zasysam woń pomarańczy.