NIEUCHRONNOŚĆ
Którą naznaczony jest każdy rozkwit
I przewidywalność
Złoto krwawych zachodów,
Nakazuje żyć pełną piersią,
Ale myśli rozdarte jak welony
Bladoróżowych porannych mgieł
Na próżno próbują wzbić się ku niebu
I odlecieć za horyzont pamięci.
Słowa powoli tracą moc.
Już nie wgryzają się
W niewinną biel kartki
Ale spływają czarnymi łzami
Po spękanej skórze,
Żłobiąc w niej kolejne bruzdy.
I tylko niebo coraz niżej,
Choć ciągle dalekie -
Jak wspomnienie pierwszego pocałunku,
Pierwszego wiersza
W szkolnym zeszycie w trzy linie
I pierwszego grzechu...
