między trzaskiem a ciszą
stoję bez odbicia
każdy ruch jest pustką
muszę oczy zamykać
dusza już szklane
zbiera odłamki
na białą kartkę zamiata
aby przypomnieć całość
którą straciłem przez lata
w ciszy pomiędzy trzaskiem
a pyłem opadającym wolno
uczę się twarzy od nowa
rysuję ją drżącą dłonią
każdy kawałek pamięci
okalecza, lecz świeci chwilę
jakby w pęknięciach światło
chciało powiedzieć: „żyję”
więc składam siebie cierpliwie
z rys, z blizn i ze strachu
aż w ostrych krawędziach bólu
zobaczę kogoś bez maski
nie cień, nie stratę, lecz człowieka
co wreszcie umie wybaczyć.
