Bajka
Stary budynek, stara mieścina,
a w niej piękności żyła dziewczyna.
Obok zaś, w zamku - historia to taka -
brzydki mieszkał książę - wręcz rzekłbyś pokraka.
Zakochał się był w pannie niedołęga młody,
zwykle szlochał patrząc w nurt spokojnej wody:
„Dolo moja dolo! Oj dolo jedyna!
Nie zechce mnie wcale tak piękna dziewczyna”.
Nie wina to chłopca. Wina to niczyja,
że woda wizerunek dość wiernie odbija.
I tak samo bywa - bywa w samej rzeczy -
że woda jak lustro pięknym snom złorzeczy.
Patrzył i płakał, łzy jak groch leciały
myślał, czemu szpetny jego widok cały.
Lecz razu pewnego, rok już prawie mijał,
spotkał na swej drodze "dziewczę jak lelija"
A ona krzyknęła: "To potwór! Mój Boże!
Człek już bardziej szpetnym chyba być nie może!"
I na bok czmychnęła, ukryła się w krzaki,
gdzie nie mógł jej dobiec wzrok księcia-pokraki.
Nie czując jej wzroku, który szedł zza krzaka,
w te słowa lamentu uderzył pokraka:
"Chciałbym pannę tę spotkać, dziwnym trafem jakim
i czar z siebie zrzucić księcia i pokraki.
Na nic me nadzieje, na nic mój frasunek ,
panna by musiała dać swój pocałunek.
Jak okrutne czary, palec to jest czyj?
Która młódka cmoknie tak paskudny ryj?
Ciało pokrzywione, z ust mi chyba cuchnie,
i takiej nie znajdę, co mi w czoło chuchnie."
Już miał do dom wrócić cały bez nadziei,
lecz wtem panna wyszła, co siedziała w kniei.
"Nie płacz proszę książę, przecież tyś bogaty
nie można więc ciebie spisać już na straty.
Ja cię w czoło cmoknę i będzie po sprawie -
urodę twą skrytą i bogactwo zbawię."
Jak rzekła, tak zrobiła i w jednym momencie
zyskała fortunę i szlacheckie wzięcie.
A morał z tej bajki jest nie byle jaki -
dobrze wiedzieć kiedy chować tyłek w krzaki.
