Piętno grzesznika
mierząc czas naszej winy,
W oparach tytoniu i w zwierzecej naturze,
Nie pytasz o drogę – znasz wszystkie szczeliny,
Gdy dłońmi krępuję Twój opór niezdarny,
Ten taniec na ostrzu, gdzie anioł się spala,
A grzesznik znajduje swój ołtarz w pościeli.
Ciało jest mapą, co drży przy dotyku,
Gdy w dreszczu konwulsji świat na pół się dzieli.
Zaciśnięte palce,
tętno, aż wali pod kciukiem,
Wzrok, który rzuca wyzwanie – i prosi….
Jesteś mi winna,
uległa
pod łukiem moich ramion,
co ciężar rozkoszy chcą nosić…
Niech płoną ubrania,
nie wzdychaj do Boga,
W kleszczach moich dłoni stajesz się wolnością…
To nie jest miłość – to dzika pokora,
Poddanie ochrzczone czystą bezwzględnością
