Mroźny bój – przesilenie zimowe
opadły zmęczone ramiona…
Usta zastygły w bezruchu -
nie mogła Moreny pokonać…
Wianek kwiecisty -
co wprzód jej ozdabiał złotych
pukli gęstwinę, zsunął się z czoła,
opadł bezwiednie –
odsłonił martwą głowinę…
A kłosy letnie, co dumnie dzierżyła
mrozem zostały zbrukane...
Rozsiewać zioła w chłodne poranki
także nie było jej dane…
I tak co roku w nierównej walce
słodka Aine przegrywa…
W mroku zimowym jej kruche
serce Marzanna szponami
wyrywa…
Lecz chłody zimy
równonoc wiosenna marcową
porą przegoni - ciepłe Słońce dotknie
nieżywej bogini skroni…
I znów zabije wstrzymane serce
nadziei zielonością!
Wstanie, otrzepie szatę z iście boską
godnością.
