O sztuce odchodzenia
wśród miliardów przyjaciół,
pod batutą cyfrowego dyrygenta,
równo odkrywa świat.
Tworzy wektory zmiany,
kumuluje pozycję,
oburzona w chórze swoich.
Dynamicznie inwestuje
na giełdzie zmysłów
z rachunku oddechów:
dziś sprawdza
jak uciec z blendera,
które stroje nie przynoszą wstydu,
co nowego w Korei Północnej.
Który inny ssak
ma taką skalę dostępu.
Aż któregoś dnia coś pęka
— bez logowania,
bez dalszego ciągu.
W sensie logicznym
umiera
dla info o tortach,
dla myśli Sikorskiego,
dla wektorów zmiany.
Zostaje bezsens pustki
po życiu,
które zniknęło.
