Szał
zasnęłaś słodki aniele
twoje złote włosy
rozświetlają mrok
jestem jak rozszalały ogier
w galopie pożądania
z pianą na ustach
rozgniewany na ciebie
na siebie na cały świat
chcę byś była tylko moja
na wieki
nie mogę zasnąć
płótno jest oddechem
terapią
wykradam cię ze snu
i chwytam w ramiona
czarny rumak pędzi
na złamanie kopyt
co sił co tchu
przed nami przepaść
boję się oszalałem
skaczę
nie... nie mogę
anioł na moim grzbiecie
stój straceńcu! -
z wyciągniętym jęzorem
nienasycenia
złodzieju duszy
osuwają się kamienie
a ty śnisz wierzysz mi
ufasz
naga bezbronna Wenus
żaden ze mnie Tycjan ani Giorgione
diabeł?
rzucam pędzel na ziemię
karmię zwierzę
wbijam w płótno nóż
