Wołyń. Apokalipsa
dlaczego o nas nikt nie pamięta?
Siekiera chce nogę odrąbać –
jak drwal w gęstym lesie, spokojnie, z rozmachem,
z pełną, wyrafinowaną precyzją.
Dzieci od razu wyczuły, że jest inny –
ten smród, ten błysk stali wideł w oczach.
Całe ludy umierają na żyznej ziemi.
Myśli obcych nie protegują nikogo.
Czuję smród – to żar pali mięso,
włosy, skórę, kości w płomieniach białe.
Ostatnie ślady zbrodni.
Nie ma pomocy, gdy ojczyzna krwawi.
Ostatni wschód beztrosko spędzony –
śmiech, poranna rosa lnu, bydło w oborze.
Tylko ptaki coś wyczuły i nie śpiewały.
Świt przywitał ogniem piekła.
Krew, wszędzie krew.
Krzyk dybuka tnie powietrze.
Siekiera trąbi w ciała – raz, drugi, trzeci,
aż jęki milkną na wietrze.
Nikt już nie żyje.
Snopek siana jeszcze się tli.
Gdzie jesteś, braciszku mój kochany?
Nie zapomniany.
