Moja kotka brytyjska
I sierść jak kawa woseba.
Czasem nachodzi mnie w nocy –
Jakaż ją wiedzie potrzeba?
Czy chce porozmawiać ze mną?
Jak? Na mruki, miauki chyba.
Cicho jest w domu i ciemno,
Do jakiej gry mnie wzywa?
Co to za gra, powiedz, kotko?
Noskiem ust moich dotykasz
I kładziesz się na mnie słodko,
Jak gdybym był kocią pryczą.
Nie, nic z rozmowy nie będzie
Nie zrozumiemy się raczej,
Wpadliśmy na siebie w pędzie
Oboje z innych galaktyk.
Tyś z mgławicy Kocie Oko,
Może eksplozji jej cząstka,
Prosto z konstelacji Smoka
Wpadłaś w postaci kociątka.
W mój świat ad domum hominem
Sapientis, gdzie książek wiele,
Lecz ważniejsze, by cool minę
Miała żona Izabela.
Więc miast dialogu niech opis
Swoje zadanie wypełni,
Oddając twój urok koci
I błysk twej inteligencji.
Nie wiem, od czego mam zacząć;
Czy skok twój na biurko sławić,
Taneczny hołubiec z gracją,
Co wzrok mój niezmiennie bawi?
Czy że wścibstwem własnym tknięta
Wszystkie kąty, każdą nowość
Badasz, podnietą ujęta,
Czy nowe oznacza błogość.
Niezakłóconej biosfery
Twym ruchem secesji godnym
Wymiary wszystkie jej cztery
Spojrzeniem pozdrawiasz chłodnym.
Wszelaki twój spokój i ruch
Dreszcze zdumienia wyzwala.
Jakaż to Moc, jakiż to Duch
Na takie piękno pozwala?
