Oda na cześć Diuny z Labradoru
O mnie napisać wiersz, jakaż prostota – jestem psem!
Całe jestestwo moje to poezja, bo jest psie.
Któż mi w tym zdoła dorównać, kiedy po śniadaniu,
Wdzięcząc się ogonem pozdrawiam mojego pana.
Mój dzielny pan! Znowu smutny? Kropla w oku? A fe!
Co za mazgaj! Muszę przynajmniej pogłaskać go łbem.
Jestem piękna jak wydma. Bukiet mego behawioru
Deklasuje wszelki wiecheć Darwina doboru.
Kompas czcigodny, radar, laser, GPS nawet,
Z arcydzieł tych celny jak węch mój nie jest żaden –
Wszędzie wytropię mego pana mym sercem gończym
I on też znajdzie drogę, by ze swoim się złączyć.
Przy nodze pana, bliżej, bliżej, z wierności przecież słynę.
Ale co to? Znów słup i znowu „Waruj” – niechaj zginę!
