Saudade, czyli tęsknota, która trwa
Od początku. Pod palcami klawiatura.
W mżącym niebieskawym blaskiem ekranie niezapisana treść…
Co mam napisać?
Co?
Ty wiesz.
Przecież wiesz. Wiesz, prawda?
Czyhające puste otchłanie szalejącej ciszy. Otaczają mnie. Wciągają.
Skąd one napływają? Stąd?
Znikąd… Znad odległych łąk. Jak szybujące ptaki. Znad łąk i pól zamarłej wegetacji.
Znad pożółkłych traw… Znikąd. Znad lasu, którego horyzont ciemnieje kreską na skraju lata…
Znikąd…
Znikąd…
Tak jak i mnie
ciągną
donikąd.
One.
Te zmory cieniste.
Bezskrzydłe zwidy. Urojone widma. Jakieś senne imaginacje…
Jesteś tu jeszcze?
Bo nie wiem już sam do kogo te słowa kieruję.
Do siebie samego chyba.
Bądź do nikogo. Do niczego.
W noc idą ciemną. Idę naprzeciw deszczom,
kroplistym migotom gwiazd. W noc ciemną i pełną powietrza.
Wiatru, który
szeleści.
Który szumi i…
- kto tak pięknie gra?
Skąd płyną te dźwięki?Znad minionych epok dawnego życia...
Rwący nurt szumiącej w żyłach krwi. Przebija się pulsujący w uszach szum...
Więc i ja chyba sobie pójdę, wiesz?
Dokąd?
A dokądkolwiek. Dokądś. Gdzieś…
Gdzieś, gdzie nic.
Gdzie nic. Bądź nic. Bądź…
Mój oddech pełznie
po ścianach chłodnych.
Po ścianach. Pęknięciach. Brunatnych zaciekach.
Po rurach żeliwnych.
Po tej całej plątaninie martwych rur.
Po tym drzewie stojącym w kącie pokoju mojego jestestwa.
Po tych odnogach,
falujących
pajęczynach.
Po tych płachtach
drżących w powiewie.
Moje westchnienie
idące poprzez mury,
podłogi i szyby, których drżenie...
Których brzęk cichy błądzący niczym stłumiony w nas krzyk.
(Włodzimierz Zastawniak, 2026-05-24)
