My to oni
którym Ziemia niezbyt bliską.
Weźcie oddech (ten się przyda)
gdy z przestworzy potok znaczeń,
z wielką jaskrawością spłynie.
Posłuchajcie i niech uszy
na dziwo się nie zamkną
(wymoszczone na orbitach).
Otóż przez długości, choć bez miary,
szerokości od cyfr wolne,
kłębią się ciepłe oceany
wszelkich istnień jakie znamy.
Potem skokiem wręcz zajęczym,
zapełniają luki w planie;
pomyślicie - to plan boski...
Bynajmniej - taką formułą Światło kryje
ciał niebieskich długie ciągi.
Wielobarwnych skorup;
według zasad jeszcze niepoznanych.
Tych o randze szczytów myśli
i tych niższych co się wyrwać
spod opieki czasem pragną.
Na jednych wibrują złotawe sklepienia,
kiedy innym prostota ścieżki miesza.
My to oni - tylko wcześniej.
Oni jednak bezczsowi.
Kto zrozumie moje słowa,
prosto w oczy śmierci się zaśmieje.
Dajmy tylko naszej matce,
czystą wodę i powietrze.
Ból i łzy mamy w herbie
wyciosanym przez Majestat
(bądź co bądź świetlisty).
Teraz możecie ten przekaz dziewiczy,
nawet z błotem zmieszać.
Byle umysł choćby jeden,
potraktował mnie jak iskrę,
która ogień prawdy wznieci...
