Tkanka rozwarstwiona
milczeniem, które bywa suwerenem.
Między nami rośnie cierpliwie
coś, co buduje struktury
jak skóra spleciona z żywymi komórkami
cudzego ciała
nie mojego.
Tkanka rozwarstwia się.
Blizny biegną
z północy na południe,
ze wschodu na zachód.
Klatka piersiowa unosi się, opada.
Poczuj mnie –
elektryczny impuls w krwiobiegu.
Słyszę bicie serca
tam, gdzie nikt nie woła.
Wyciągam dłoń
rosa na policzku
pod opuszkami
w nie moim, a cudzym oddechu.
Wdech...
Podskórne odliczanie
Wydech.
Powietrze cięższe niż powinno.
Liczę do trzech...
Nic się nie kończy.
Oddycham ciszej
w zadymionym błękicie.
