Szum brzozy
– Pewnie mi się wydawało – pomyślał.
– Hym, hym, hym, przepraszam bardzo… czy mógłbyś zejść z mojej stopy? – wyszeptał ponownie cichy głos.
– Mamo, to ty?
– Ja? – zdziwiła się mama. – Poczekaj, ktoś dzwoni – pogłaskała synka po głowie i odeszła z telefonem dwa kroki dalej.
– Proszę, wystarczy tylko jeden krok.
Chłopiec odskoczył wystraszony. Przy jego nogach, spod popękanego asfaltu, wystawał korzeń drzewa.
– Czy to ty do mnie mówisz? – zapytał cicho, przykładając swoją małą dłoń do brzozy.
– Tak. Jesteś pierwszym człowiekiem, który mnie słyszy – potwierdziło drzewo.
– Dlaczego ja?
– Z pewnością masz dobre, wrażliwe serce. Tylko takie mogą słyszeć drzewa.
– A moja mama?
– Ma piękne serce, które jest już bardzo skupione na tobie i twoim bracie. Zrozumiesz, kiedy staniesz się rodzicem.
– Czy to boli, gdy ludzie po tobie chodzą? – zapytał chłopiec po chwili milczenia.
– Tak, czasami. Najgorsze jednak są śmieci. Pewnego dnia wszyscy przebudzimy się zasypani stosem śmieci.
– Ja zawsze wyrzucam do kosza! – powiedział dumny z siebie Antoś.
– Wiem – szepnęła łagodnie brzoza.
W międzyczasie na przystanek przyszli starsi chłopcy. Jeden stanął na korzeniu.
Antoś chciał coś powiedzieć, ale się zawstydził.
– Antoś! Chodź! – zawołała mama. W końcu przyjechał opóźniony autobus.
– Przepraszam – szepnął Antoś do brzozy, zawstydzony, że nie upomniał chłopców.
W autobusie zapytał mamę:
– Dlaczego drzewa sadzi się w takich miejscach?
– Czasem inaczej się nie da – odpowiedziała.
– Ale to je boli.
– To tylko drzewa…
– Ja wiem, że boli – powtórzył cicho Antoś.
Wieczorem poprosił rodziców, aby wrócili z nim na przystanek i pomogli mu zasypać korzenie ziemią.
– Ludzie pomyślą, że zwariowaliśmy – westchnął tata. – To nie nasza sprawa. Takimi rzeczami zajmuje się miasto.
– Sam kiedyś powiedziałeś, że ratowanie przyrody to sprawa nas wszystkich – odparł obrażony chłopiec.
– Antoś ma rację. Pojedziemy tam później – powiedziała mama, wzruszona troską syna.
Po odrobionych lekcjach cała rodzina nazbierała w ogródku piachu do worka i udała się na przystanek z brzozą. Antoś ze starszym bratem dyskretnie zasypywali piachem korzenie, podczas gdy rodzice ich zasłaniali, aby byli mniej widoczni.
– Już? – szepnął zniecierpliwiony tata. Nie chciał, żeby go ktoś poznał.
– Przecież nic złego nie robimy – zachichotali chłopcy.
– Ale też nic do końca normalnego – mruknął tata.
– Gotowe. Na jakiś czas powinno wystarczyć, zanim zajmie się tym dyrektor miasta. Napiszemy do niego list – rzekł Antoś, głaszcząc białą korę brzozy.
Pomysł listu nie zachwycił rodziców, jednak tym razem nie zaprzeczali. Wyjątkowo świeże, wiosenne powietrze napełniło ich serca radością. Sami na chwilę poczuli się jak mali bohaterowie, dumni z dobrze wypełnionej misji.
– Dziękuję – zaszumiała listkami wzruszona brzoza.
– Wiedziałam, że nie wszyscy ludzie są obojętni.
Od tej pory w rodzinie Antosia coś się zmieniło. Zamiast telewizora, telefonu i komputera w wolnym czasie chętniej wychodzili na wspólne leśne spacery. Zawsze z workiem na łapanie przypadkowych „uciekinierów ze śmietników”.
Antoś już wiedział, że nawet mały gest może zmieniać świat na lepszy.
