Narcissus.L
na trzeźwo czy podczas picia trunku
I chociaż miał już nawet swoje lata
niezmiennie dumny był z wizerunku
A w jego domu wisiały zwierciadła
jeszcze duchem był piękny i młody
Chociaż dobra wróżka by nie odgadła
ile zostało z jego prawdziwej urody
Klepiąc po plecach ściskali mu dłonie
łzy krokodyle ocierał jak ze wzruszenia
Na czarno malował wciąż siwe skronie
aby na zawsze źródłem być natchnienia
Największe z niego było sztuczne bóstwo
choć raczej próżności i pychy złoty cielec
Włosów miał coraz mniej i myśli mnóstwo
a nuż się jeszcze przytrafi albo i ...widelec
Tak się nadymał jak paw na podwórku
z zachwytu piał na wszystkie strony
Aż pękło mu serce jak balon na sznurku
leży teraz w trumnie w nicość wpatrzony
Nikogo nie widział poza samym sobą
tak dużo spraw w życiu już przeinaczył
Z prawdą o sobie walczył jak z chorobą
gdyż tak naprawdę nic nigdy nie znaczył
