muśnięcie
zmęczonych rozłąką.
wchodzę łagodnie gdy śpisz
lub pochylona nad klawiaturą
wpadasz w zadumę jak być
głębiej i mocniej budzę zakamarki
rozanielone palce w ciemnych
strugach włosów
klękam by w dusznym runie
zatopić twarz
jestem miłością
tą iskrą w ciele
przez którą pragniesz
dotknąć swego sutka
pieść się i pieść i
weź mnie westchnieniem
niczym zarodnia nasienie
głodna rosowej kropli
poranka
nie pąsowiejesz gdy się zbliżam
tylko rozchylasz samotność
w wilgotnym niebie
gdzie przecież nas nie ma
a przez nas dzieje się wszystko
