żeby zacząć iść
gdyby nie ciemność
błądziłbym dalej
w tym samym kierunku
nie mogę tak trwać
nie potrafię powiedzieć
ile dni, miesięcy, lat
będę szedł tak na wznak
nie widzę się z nikim
szary unosi się pył
dusi gardło i sen
aż do utraty szczęścia
i sensu w drobnych rzeczach
coś we mnie jeszcze drży
jak niedogasły żar
więc uczę się oddechu
w tej ciszy bez imienia
może krok w bok pomoże
by zmienić bieg cienia
bo nawet gdy czas stoi
a noc nie chce minąć
wystarczy jedno światło
żeby znów zacząć iść
już nie na wznak
lecz prosto przed siebie
