Tino i Michu I
Tino znieruchomiał. Na świeżym liściu jesionu, oddalony od swojej rodziny, nagle znalazł się sam. Prawie sam… Nad jego małą postacią rozciągał się cień wróbla.
– Zamierzasz mnie w końcu zjeść czy porwać? – Zapytała przekornie mrówka.
Wróbel zamrugał oczami. Dopiero teraz zauważył przed sobą tę małą istotkę.
– Nie lubię mrówek… – odpowiedział smutnym, zgaszonym głosem.
Tino odetchnął z ulgą, lecz zaciekawiony, nie uciekał.
– Czemu jesteś taki smutny? – zapytał, wpatrując się w piękne, brązowe oczy ptaka.
– Moje gniazdo spadło na ziemię.
– Dlaczego?
– Zbudowałem je na suchej gałązce. Złamała się i wszystko spadło razem z nią.
Mrówka spojrzała na porozrzucane wokół wróbelka gałązki.
– Jak masz na imię?
– Michu. A ty?
– Michu? Hihi, pierwszy raz słyszę takie imię… Ja jestem Tino – zachichotała mrówka.
– Ja również nie spotkałem jeszcze żadnego Tina – uśmiechnął się lekko ptaszek.
– Złamałeś skrzydła, Michu?
– Nie, dlaczego pytasz?
– Skoro skrzydła są całe, dlaczego stoisz pod tym drzewem? Możesz pozbierać gałązki i odbudować gniazdo…
Michu rozłożył skrzydełka, jakby chciał się upewnić, że są sprawne.
– Masz rację… tylko że inni tak się ze mnie śmiali...kiedy spadłem z gniazdem. Nie miałem ochoty pokazywać się im na nowo.
Wyznał przed Tino i przed samym sobą, lekko skrępowany ptaszek.
– Wiesz, czasami nie wszyscy nas rozumieją. Może nie śmiali się złośliwie i nie wszyscy się śmiali. Nie trzeba się tak przejmować, przecież nadal potrafisz latać. Teraz nikogo na tym jesionie nie słychać. Zbieraj gałązki i buduj gniazdo. Jest też dużo innych drzew. Nie trać czasu, praca czeka – czule, lecz stanowczo, wyjaśniła mała mrówka.
Wróbelek popatrzył w górę na drzewa. Zdał sobie sprawę, ile czasu stracił, płacząc nad rozbitym gniazdem. A tam na górze, już od dawna, nikogo nie było słychać. Urażona duma i strach, w końcu opuściły jego serce.
– Masz rację! – zawołał, trzepocząc radośnie skrzydłami.
Energicznie pozbierał gałązki i z pełnym dziobem wzbił się w górę. Tino patrzył za nim rozmarzonym wzrokiem.
