lęk
dziś wcześnie nad ranem
jak senny paraliż
przed piątą gdy spałem
wypełznął z otchłani
mężczyzna bez twarzy
w kapturze niebieskim
mnie źle się kojarzy
ten kolor bezpieczny
budzę się i duszę
nie mogę tchu złapać
z miejsca się nie ruszę
gdy tak mnie obłapia
serce jak w klatce ptak
bezładnie trzepoce
czuję że już sił brak
by przegnać złe moce
skulony jak pisklę
ten lęk mnie zabije
kurczę się i niknę
chyba nie przeżyję
ze strachu przed śmiercią
zawału dostałem
przyjąłem go z chęcią
bo wyjścia nie miałem
