Wierszyk ku rozwadze i czujności
i inne straże
walczyły z ogniem
także tym razem.
Dziwne to, powiem,
ku wyobraźni,
jak w dymie czas nam
szczęścia łut waży.
Kłęby w sekundę
osaczyć mogą,
zagrodzić przejście,
zadusić sobą.
A ściana ognia
jakby z zapałki.
Drzewo nią było
pośród polany.
Droga ucieczki
nie zawsze łatwa.
Pod stromą górę
dym szybciej wzlata.
Z tej góry widzisz
dopiero żywioł,
który na dobre
skrzydła rozwinął.
Dziękuję straży.
W upał, odważnie,
cała kolebiąc się,
dalej w zjazdy
Z miedzy, z korzeni,
runa leśnego,
wyschniętej ściółki,
głazu wszelkiego.
Uratowała
hektary lasu,
zabudowania.
Dziękuje Rogacz.
