żaden języka
mi paznokcie obgryza, dokładnie, aż boli, obok opioid
na popołudnie, obok na duchowe obciążenia, w ustach na teraz,
teraz rozpieszcza. a oni są
i ze współczucia wzrok odwracają,
i ze współczuciem w oczy żadne patrzą, a żadne jak moje...
odwraca budda, krok za nim
twój bóg, mokosz, każdy, gorszy. potem mój,
lecz wpierw rany mi liże, zlizuje sól ze skóry, z żeber zwapniałych
po serce odleżałe, resztę odmawia. ja
czuję się trochę, mnie trochę
golgocze.
