I DREAMED I WAS A BUTTERFLY
/Zhuangzi/
Mówią, że najpiękniejsze i najbardziej wyraziste sny pojawiają się nad ranem.
Tamtej nocy śniło mi się, że jestem motylem. Moje piękne, rozłożyste skrzydełka drżały delikatnie. Były błękitne i błyszczały w świetle księżyca. Wokół mnie krążyły świetliki. A może to były małe, złote gwiazdy... Naraz obok mnie pojawił się inny motyl, również błękitny ale jego skrzydła były większe niż moje i jeszcze bardziej błyszczące, jakby posypane brokatem.
- Polecisz ze mną? - zapytał. - Pokażę ci coś, czego jeszcze nigdy nie widziałaś.
Westchnęłam cicho. Przecież dopiero co z gąsiennicy przemieniłam się w motyla, moje skrzydełka były jeszcze lekko pogniecione i wilgotne i tak naprawdę nie widziałam jeszcze nic, oprócz tego ogrodu pełnego pachnących kwiatów o prawie przezroczystych płatkach. Widząc moje wahanie szepnął cichutko:
- Nie bój się, zaufaj mi...
Nasz lot trwał krótko, zupełnie jakby wiedział, że ja jeszcze nigdy nie latałam i szybko się zmęczę. Moim oczom ukazała się wielka łąka, na której tańczyły stada różnobarwnych motyli a pomiędzy nimi krążyły świetliki jak małe złote gwiazdy.
- Chcesz zatańczyć? - zapytał mój przewodnik dotykając mnie delikatnie skrzydełkiem.
Dźwięk, który rozległ się nad łąką był bardzo nieprzyjemny i ciągle narastał. Tańczące motyle i świetliki się rozproszyły a towarzyszący mi motyl próbował osłonić mnie swoimi skrzydłami...
Budziki potrafią być bardzo nietaktowne i nigdy za to nie przepraszają.
