Walka
posępna żmija, żółte słońce
ukąsiła mnie
słychać rżenie koni
świat stanął na głowie
jak okręt runął w dół
w odmęty, na fali śmierci
Zewnętrzność wszczęła szalony taniec
myśli w głowie mej
Poruszyciel z zewnątrz – wróg
syk żmii i skwierczenie gwiazd
cykania tysiąca zegarów
szelesty, rozkosz, taniec i strach
Księżyc skręcił w złoty sierp – w pustkę
więc w nikogo – ciosu gniew
Mózg broni się majaków tworząc rój
organizm nie może przetrawić
nieprzyswajalna inność
Żółty języczek, ciałko trawy gnie
cykady wtórują pochodowi
pisk myszki narasta
Jakiś Bóg zbliża się
Jad obleczony w obrazy wniknął
w mój sen i tam szuka mnie
- woda, siarka, trutka, tlen -
nieprzetrawiony a jednak obleczony
Nie dać się, nie dać się pokonać zewnętrzności
przetrawić, przyswoić, wydalić
można zginąć w tej walce
Świat ludzi gorszy niż jad żmii
puste odruchy
wykonywane bez zrozumienia
wszystko to zbliża mnie do śmierci
Lecz jeśli przeżyję –
to ukąszenie będzie najbardziej
ekscytującym życia wspomnieniem.
