Mój Jezus (spotkanie żyjącego)
Żył, kochał, nie wiemy co on porabiał, u kogo się uczył,
pewnie od gwiazd.
Ma 33 lata i zjawia się z krwi i kości, kocha ludzi,
pomaga chorym, karmi tłum, nie chce być królem
i mieć miecza, bo wie,
że lilie i ptaki mają dom, a my jesteśmy bezdomni,
bo królestwo z tego świata tylko być może,
a jest to miłość i praca.
Kocha Marię Magdalenę, być może to ta, którą chcieli
ukamieniować,
pewnie ma z nią dziecko, chodzi po wodzie, boi się śmierci,
lubi dzieci, płacze z nią nad Łazarzem.
Przeklnął drzewo, mówią, że odpokutował za to na krzyżu,
ale jeśli właśnie zachował się inaczej, było by lepiej.
Może, gdy zaczęło robić się gorąco, odszedł łowić ryby,
płodzić dzieci, być zazdrosnym o Marię Magdalenę,
ale oby nigdy się nie rozstali.
Dużo jeszcze stołów zrobił, był w Maroku, Hiszpanii.
Zostawił Ziemię Nie-Świętą i pozwolił się żreć ludziom
między sobą, bo czyż można ich zbawić,
ochronić przed nimi samymi.
Co miał do powiedzenia powiedział, pokazał.
Teraz saniami jeździ na Alasce, samolotami, paralotniami
nad zielonymi łąkami.
Widziałem jak kąpał się z dziewczyną w rzece.
Jeśli umarł to trafił do Ojca, który jest dobry.
Nie założył ani klubu golfowego, ani Kościoła ani Mosadu,
ani żadnej armii, a tylko kazał szukać królestwa z tego świata,
ziścić marzenie.
Śmierć na krzyżu, odkupienie win, niewinny za winnych,
a po co to ptakom i liliom i dobrym zwierzętom?
