KLAPS W NOCY
na tamtym czerwieni krzywym,
Twej strony klapsem.
Wyrwał jeden dzień
i zamienił na dwie noce,
Czy to możliwe w tamtym mieście?
- słyszała nadal zdyszany głos męski,
na twarzy usta nadążały za pomadką,
tu wszystko wyglądało bez przerwy..
Czy to możliwe ? - dopytywała cisza,
jak starsza siostra, co zna wszystko
i pyta sprawdzając, czy słyszę,
Znów ten dźwięk nadjeżdżającego tramwaju,
Spojrzałem na zegarek z odwróconą wskazówką,
grubsza strona czasu biegła po obwodzie,
Mała obracała litery niesforne,
Co to u licha- załomotało serce dziewczyny
Pomadka tym razem zgarnęła drobinkę zniecierpliwienia,
Spójrz na mnie- wyszeptały odgłosy z tramwaju,
Spójrz- dwa razy..
Tak poczęła się ta obietnica,
już wszystko odpływało na tarczy,
Nie jesteś temu winna,
Odnalazłaś czas zatrzymany,
Mrok zmieniał się w mgły czerpaki
a usta znaczyły nas na czerwono-paprykowo.
Wsunęłaś mi do ręki napis,
Wygrawerowane litery ziewały na chustce,
Skąd znały moje inicjały?- pomyślałem
oddając ostatnią chwilę wolności.
