dotknąć niewidzialne ...
zlało się z zachmurzonym niebem
w jedną plamę przeszłości
od której daremnie uciekam
goniony przez Chronosa i mojry
białe dłonie
mleczna droga na szlaku
do starego zamku
z basztą wymurowaną z błędów
zardzewiałym kluczem
zamykam na zawsze bramy piekła
opalone zgrabne nogi
jak dwa patyki
układam na stosie
dla jeszcze jednej Joanny D’arc
palenie zabija
kiedy spłonie wszystko na popiół
posypię nim głowę
na znak pokoju
za mgłą przesuwam
jak pionki na szachownicy
niewyraźną postać
piec już tak dawno wygaszony
pociąg odjechał ze stacji Szczęście
po torach
donikąd
a może do celu
zniknę na zawsze
w tłumie obcych twarzy
jestem tylko jedną
drobiną materii
w nieskończonym kosmosie
