Poranna noc
Na trawie kocyk wilgotny od rosy
Niepewnie zaczyna się dzień
Słońce leniwie przymruża oczy
Na twarzach tańczy północy cień
Liście sennym wiatrem trącone
Po dłoni chodzi zgubiona mrówka
Wspomnienie gwiazd śpi zmęczone
Skórę zwilżoną zachwytem muska
Szum wiatru kołysze się w ciszy
Płytki oddech unosi ramiona
Na ciepłej skórze szept obietnicy
I oddechów nierówna harmonia
Pszczoła tańczy nad koniczyną
Ciszej robaczku, nie obudź dnia
Niech dłonie na kocu ostygną
Melodia nocy niech jeszcze trwa
Nim dzień osuszy ich myśli
Niech śpią
Niech sen się wyśni.
