W bukietach
W rodzący się błękit
Z duszą opartą o niebo
Podziwiamy świtu wdzięki
Z myślą dręczącą choć niemo
O, czymże? Czymże jest piękno?
Stoimy u bram przezroczystych świtu
Dzielni pielgrzymi wrzuceni w wir świata
Homo viator na usługach wichru
Unosimy się wśród dżungli miasta
Wciąż w górę jak Ikar beztroski
Gdzie słońce skrzydeł topi nam woski
Wtedy marcowe-wiosenne tchnienie
Przynosi Was, Kochane Panie
Marzeń serc naszych spełnienie
Lutni strun łagodne drganie
Duszy rozkołysanie
Pięknym-promiennym uśmiechem
Jesteście jak pokój z widokiem na morze
Z oknem pobielanym, z bladym storczykiem
Przez Was światło do nas wpadać może
Wraz z cichym wietrzyku dotykiem
Dotykiem co gasi groźny płomień świecy
Lęku, pustej pychy siły-samotnej fortecy
Wyście tańcem do muzyki
Z deszczu cichych kropel rytmu
Natchnieniem do liryki
Pochwalnego zachodu słońca hymnu
Sztuką samą w sobie
Zamkniętą w diamentu formie
Dziś gdy jesteście w bukietach zanurzone
Rozkochane w życzeń miłym słowie
I tym kwiatów zapachem miłosnym otulone
Prosimy Was, Panie nasze drogie
Nie zapominajcie przenigdy o nas
Bez Was zostaje metaliczny podmuch-czas
