wykpiki
ja Anna
wtłoczona w codzienną rutynę
w której to po pachy ręce urabiam
gnąc kark przy byle koromyśle
tak że z wiadra uścibiam wody
wszystkie te haftki zapaski
co przedniejsze sprzedałam
już mi one jakoś tak zbrzydły
wolę dłoń w dłoń
śliną w piach albo pod obojczyk
nie mów że wiesz co czuję
wzuwając co rano nie swoje chodaki
przeszłam nie jedno życie za życia
a końca nie widać
z początku i nazat po śladach dawnej mnie
na zatracenie
