Pewnej nocy.
Wdech, wydech.
Wdech, wydech, następuje dłuższa przerwa.
Oczy nic nie widzą,
mózg tworzy obrazy, jeśli je tworzy.
Przerwa się wydłuża.
Nagły zryw. Klatka podrywa się.
Świeży powiew wraca do płuc,
wypełnia je na nowo.
Co jest? Gdzie byłem?
Długo to trwało?
Czemu telewizor ma czarny ekran?
Czemu nie gra w nim żadna nuta?
Ta scena powtórzy się jeszcze przez trzy noce.
Potem to się skończy.
Na łóżku ciało będzie sztywne.
Przyjdzie lekarz, zrobi wywiad, stwierdzi śmierć.
Panowie zapakują ciało w czarny worek,
zasuną zamek.
Rozpakują na jasnym stole.
Kremacja. Pogrzeb.
Ktoś wie co dalej?
