Inwentarz
kwestią futra i temperatury. Żadna z
siedmiu dusz nie zgłasza pretensji do
dalszego ciągu. Z punktu widzenia
wszechświata — bilans jest czysty.
Mogły być jeszcze jakieś czwartki,
jakieś popołudnia na parapecie, ale
biologia nie zna pojęcia „szkoda”.
Ona po prostu przestała dopisywać
kolejne linijki do tego rozdziału.
Pazury, stworzone do wielkich
polowań na muchy, odpoczywają
teraz od grawitacji. Ogon, ten
precyzyjny przyrząd do wyrażania
ironii, wybrał bezruch — formę
najbardziej ostateczną.
To nie jest odejście w wielkie
światło. To raczej powolne
wycofywanie się z obecności.
Dyskretne, by nie robić kłopotu,
niemal uprzejme w swoim
milczeniu.
Zostaje fakt: puste miejsce pod
słońcem, które za chwilę i tak
przesunie się o kilka stopni. I to
dziwne, ludzkie poczucie, że w tej
ciszy, która nastąpiła, brakuje akurat
tego jednego, najbardziej
nieistotnego mruczenia.
