czerwone światło
i mojemu Dziadkowi
sześćset siedemdziesiąt pięć dni
minęło.
Teraz dzień wyznacza
pomiar ciśnienia
rano i wieczorem.
W starym fotelu czas płynie wolniej.
Właściwie nie płynie
kapie kroplami
jakby każda kropla namyślała się
czy spaść i minąć.
Przyszłość nie wybiega dalej niż do 100/60.
Przeszłość i teraźniejszość razem drzemią
opierając głowę o zagłówek fotela.
____ojciec stoi w dwuszeregu
ramię w ramię z sąsiadami
pod płonącą stodołą
czterdziestu wybranych
naprzeciwko
karabin maszynowy
i niemieccy żołnierze z psami
rodziny
pochowają ich w zbiorowej mogile
Rozrywka to ta mała szybka
w wejściowych drzwiach,
gdzie widać kawałek ulicy
i przejeżdżające samochody
liczone zawsze do dwudziestu.
Dzisiaj trwa to bardzo długo
nogi bolą stać,
ale zadanie to zadanie.
Zdarza się też, że jadą
jeden za drugim
po niedzielnej mszy
i zbyt szybko trzeba wrócić na fotel.
____koń rży niespokojnie
sierpniowe niebo skrzy się gwiazdami
trzynastoletni chłopak musi być odważny
strach podskakuje do gardła
na każdym kamieniu
w które wjeżdża koło wozu
wieś zostaje w dole
spalona przerażona zmartwiała
przykryta żałobnym całunem nocy
wszystkie domy to otwarte rany
płonące ogniem stodoły
ojciec leży na słomie
rzuconej na drewniane deski wozu
żyje
jego milczenie jest ciężkie jak śmierć
pozostałych
jego krew zmieszana z ziemią
krzepnie na spodniach
ale wciąż płynie
w obu udach tkwią kule
przed nimi sześć kilometrów
do felczera
Z fotela można pooglądać telewizję
i młodych,
którzy pędzą niczym samochody na autostradzie.
Spieszą się zawsze,
zatrzymują tylko na czerwonym świetle.
Wie jak je włączyć, ale robi to rzadko
wtedy gdy dzień wypełni pustka za bardzo.
Ludzie stojący na czerwonym świetle
zawsze się denerwują.
Zupełnie niepotrzebnie...
bo jutro
jest bardziej kruche
niż stary liść czereśni
zasadzonej przy chałupie rękami ojca
zasuszony pomiędzy kartkami
grubej encyklopedii
której nikt już dzisiaj nie otwiera
