Czemu
mama me łzy ociera, lecz lustro nie kłamie
Kim będę, może księdzem, czemu tata płacze
dla niego chcę być dobrym, choć już z nieba patrzy
Kim byłem, czemu tyle czasu nie wiedziałem
żem w getcie urodzony, wszak przeczucie miałem
Kim jestem, katolickim księdzem z judaizmu
korzeniem w sercu, czemu wciąż palącą blizną
Kim byłem, lat pięćdziesiąt na służbie Mesjasza
czemu więc sam zostałem, skoro msza jest "nasza"
Kim jestem, w Izraelu, wybranym narodzie
znalazłem swoje miejsce, w rodzinnej wspólnocie
Jak tu pogodzić w jednym sercu te sprzeczności
Jak drogę swą zrozumieć, i jej zawiłości
Kim będę, kiedy życie kresu już dosięgnie
Wierzę, że blisko Boga. Amen. Niech tak będzie
