Znaleziska z przyszłości
padał deszcz. Był wieczór, ludzie
w pośpiechu dreptali po betonie,
wracając do domu z nadzieją
azylu dla zmęczonych myśli i serc.
Wilgoć przeszywała kości.
Parę telefonów i nieporozumień
mocno ścisnęły w podbrzuszu.
Dorota miała szczęście.
Naprzeciwko stało drzewo,
jedno z nielicznych w całej
dzielnicy. Jeszcze nie wycięte.
Przytuliła je spojrzeniem,
a ono delikatnie wplątało
pod żebra swoje gałązki,
rozwiązując supeł zatrzaśniętych
emocji.
Zielone pocałunki powoli
wyrównały oddech.
Między nimi przepłynął szept:
„Jak dobrze, że jesteś.”
