ze szpitalnego okna
wypłynął zza drzewa
pęcznieje
już nie jest sercem
ale wciąż jest obłokiem
chwila, chwila
widzę szyję i dziób
już nie widzę
jest kształt
którego nie da się nazwać
i oto obłok
staje się podstawą
niebieskiego serca
które rozdziela
go na dwa obłoki
a one płyną
każde w swoją stronę
jeden skrył się za drzewem
drugi uformowany w nowe serce
powoli pnie się ku górze
jakiej górze
przecież nieboskłon to kopuła
bez góry i dołu
o nie
ten drugi go goni
myślałam
że chwycą się za ręce
chwyciły
na chwilę
stając się tłem
dla ptaków
prawdziwych
nie wyobrażonych
już pierwszy zniknął
za ścianą budynku
a drugi...
obchód lekarski
