przesyłka niedoręczona
z automatu z biletami na centralnym
kupuję za nie chleb
i wciąż jestem głodna
warszawy
na języku trzymam nazwę ulicy
z której wyprowadziłam się w pośpiechu
szeleści między zębami
jak zaschnięty liść
z łazienek
wciąż budzi mnie dźwięk tramwaju
jadącego przez noc na kawęczyńską
tutaj tramwaje śpią cicho
a ja nie
nie umiem zmyć z dłoni zapachu
porannej kawy z charlotte na placu zbawiciela
wcieram go w skórę
zanim wyjdę z domu
żeby nie pachnieć obco
w portfelu noszę zdjęcie
zrobione telefonem na dachu palmy
niebo jest tam niżej
i łatwiej dotknąć
w moich butach utknęły kamyki
z mostu świętokrzyskiego
uwierają przy każdym kroku
i prowadzą
pod prąd
warszawa wyrosła mi pod żebrami
rozpycha się kiedy oddycham
kaszle gołębiami z placu konstytucji
i nie pozwala
zapomnieć
