dworzec
jeszcze pachnie dymem z dworca
i grudniem
i tobą
na dnie szuflady leży klucz
do mieszkania którego już nie ma
otwieram nim ciszę
i wchodzę
wciąż słyszę jak obcasami
stukam po bruku na freta
wtórują mi krople
z rynny
nie umiem oddać do lombardu
świtów nad wisłą
zostały w kieszeniach
jak piasek
noszę w zegarku godzinę
kiedy pierwszy raz zgubiłam się
na placu trzech krzyży
i ktoś podał mi rękę
warszawa trzyma mnie za rękę
nawet gdy śpię
prowadzi przez sen
ulicą marszałkowską
pokazuje witryny
w których został mój cień
i mówi
nie ma cię
beze mnie
