Wiersz 5
że matki są na zawsze.
Po Twoim odejściu
dom stał dalej w tym samym miejscu.
Po tamtej nocy słońce
wschodziło tak samo.
Chciałem je za to zabić.
Najgorzej było mówić ludziom
że jakoś sobie radzę.
Nie radziłem sobie
ale nikt nie mógł tego zobaczyć.
Do dziś czasem łapię się na tym
że chciałbym do Ciebie zadzwonić.
Powiedzieć że coś mi nie wyszło
albo że w końcu jest trochę lepiej.
I chyba z kolejnymi latami
coraz bardziej boli mnie to
że nie widziałaś kim zostałem.
