Lilith Pierwsza Matka I Ostatnia Z Kochanek
cięższego niż niebo
tkająca sny dla starych bogów
jeszcze nie strąconych
w przestrzeń bezimienną
wyludnioną z dusz
oddechem twym
i krwią twoją
zaspokojono głód
tej ziemi
co spod rąk wyszła
samego Stwórcy
nie stałaś się jednak
niczym
oliwa w amforze
tylko
jak ogień w kamieniu
miast uległości
wolność
miast miodu w ustach
jad aspidy
tyś Lilith
tyś cień samego Boga
którego on
nigdy nie posiadał
nie dająca się wysłowić
żadną miarą
w gwałtownych nocach
które sprowadziłaś
niczym żałobny firmament
nad cichy Eden
we mgłach
którymi wyciszyłaś
majestat górskich szczytów
do krzyku
gorzkiego światła
gdy słońce
więźnie w nich
jak w przemarzniętych
pajęczynach
kroczyłaś
po tej samej ziemi
co Aniołowie
przymierzający wiatr
do skrzydeł
jesień
przywiodłaś wprost
do raju
trąd na liściach
suchoty zielonych łanów
i pomór kwiatów
jednym tchnieniem
obróciłaś całe chóry gwiazd
w zimne nenufary
ściszając
je do milczenia
i wiecznego
snu
to w końcu
w twoich źrenicach
nie znających łez
Lucyfer
ujrzał tę żywą iskrę
co zaprószyła
jego spiżową duszę
dając początek
piekłu
tyś bowiem
Lilith
pierwszą matką
i ostatnią z kochanek
