Realizacja człowieczeństwa
w matrycy życia tysiące kleksów
- ranią granatem twą bezimienność.
Jesteś! A niczym pachniesz od wieków.
Pozostaw w tyle wszelkie cholery,
świeżość genomów oddaj potomstwu.
Przecież przywykłeś kaleczyć wielkość;
tę wykuwaną w szlachetnym ogniu.
Buntuj kroniki przeciwko erom,
niech zwiną swoje esy floresy.
Dla ciebie dywan nazbyt czerwony
a miłość z niego jak pusta kiesa.
O rany, rany! Ten okrzyk zbudzi
starców i dzieci - pewnie usłyszysz
kiedy gwiazd roje, jemu oddadzą
twoją nijakość. Zatem do dzieła!
