Wakacje na Wenus
Zapełniają się pustką ulice.
Tory wykolejonych marzeń uwodzą spiralami
Organy niewybrzmiałych uczuć buchają parą
Neony koszmarów uwodzą brakiem obietnicy
Wydmuszki zatwardziałych serc kruszą się pod wpływem raju
Wymuszam na sobe pierwszeństwo.
Każdy człowiek idzie ponad mną
Czyli poza mną.
Emocjonalna rozdzielczość ... wskazuje na czarną dziurę.
Jestem.
Kosmos rozpada się w dłoniach
Wszelkie światło zamienia się w drzewo
Usycha na brak ludzkości
W ciasnej doniczce umysłu - baobab.
Przeludnienie w pustynnym lesie
Fa-ta-morga-na.
Monsun?!
Motyl ... ! Słyszysz, jak śpiewa?
Uskrzydlam beton.
Miękką plasteliną staje się i aluminium i szkło.
I tylko uczucia w lodowatym basenie.
Hartowane jak stal.
Zmruszała zmysłowość pokrywa się brzoskwiniową parą.
Doczekam do końca tego seansu.
Czy świat się za chwilę zacznie?
Gołębie odlatują już do ciepłych krajów
Boże!
Jeszcze tu jesteś ...?
