Zaściankowy karasnal
Odrósł karzełek ledwo od torfu,
a skoczyć wyżej chce niż blask świecy,
bo w swym geniuszu doszedł do wniosku,
że cały wszechświat uniósł na plecy.
I taki butny, w za ciasnych butach,
wciąż podskakuje, gdzie tylko może.
Wszystkich za wszystko wini, a tutaj
sam sobie kopie dołki w pokorze.
Ach, złotousty i altruista!
Złote frazesy na srebrnej tacy...
Prędzej opluje, niż rację przyzna –
moralny bankrut i nic poza tym.
Fuczy i sapie – izmy i fobie...
Swą autoschizę wytyka światu.
Biedny, maleńki, zajadły człowiek,
pierwszy w posłudze złoli i katów.
Bo gdy się prawda z faktem zderzy
i pęknie pancerz nadętych słówek,
karzełek nagle – oj! – w błocie leży
za bycie wrednym i samolubem.
I choćby krzyczał nam w niebogłosy,
że świat mu zaś wyrychtował spisek,
że los przycina wciąż mętne losy
i że zostawia znów pustą misę...
Zamilczy czasem gdzieś pod miotełką,
gdzie sufit nisko wisi nad głową,
i swym pazurem drapie jak wieczko,
że: „Na początku było słowo”.
https://youtu.be/UQnXi4PTpK4?si=-O6UXT_HnEWnPoYe
