Do uśpionej
chociaż powyżej uszu - tych obcych
jesteśmy sobie jak wiatr zbyt wierni
zobacz i poczuj lub tylko dotknij
to co najprościej osądzać z góry
i w założeniach snuć własne cienie
jest jak niepewność na sercu której
nie da się nigdzie ot tak znów przenieść
nawet do twarzy tobie w tej czerni
noc białych myśli okala srebrem
przylegające do dni powszednich
mogą się wedrzeć ech znacznie głębiej
nigdy nie liczę strat cudzym szczęściem
wolę gdy samo kwitnie nadzieją
sens niczym "wolność" spraw po ucieczce
to moja radość karma i przełom
i czasem tylko tak podświadomie
zaduszam żale choć nie wiem po co
jesteś poezjo bezkresnym domem
której tak samo jak każdą nocą
pochmurnie strzępisz lecz mimo wszystko
można rozjaśniać cię przed jutrzenką
i pielęgnować w nas każdą bliskość
niczym odkryte na nowo piękno
gdyby nie progi twoich ambicji
co czterem ścianom dają do słuchu
byłbym zatracił się w nienawiści
do wszystkich świętych - nieświętych uczuć
gdyby nie spleen bez słów wciąż pazernych
mógłbym bez ciebie spać niespokojnie
ładnie ci przecież w tej całej czerni
ale dlaczego? Już nikt nie pojmie
