Asymetrycznie
zaklęte szkłem przestają istnieć
i pełne krwi są jednak puste
mamią jak cień bezsennym blichtrem
lustro co noc ma inny kolor
znajomą twarz przybiera zawsze
jaki jest sens milczenie pojąć
gdy nie ma sił już na nie patrzeć?
więc pytaj głos po tamtej stronie
ten jeden raz niech powie prawdę
czy to już nie czy jeszcze człowiek
zaczął się tam gdzie skończył na dnie
prócz paru blizn i ran nic więcej
to jest jak trik - interpretacja
za siedem lat znoszonych nieszczęść
banalnych żądz i słów pod zastaw
nie marnuj lat rozbitych luster
zacięte szkłem chcą zacząć istnieć
by pełne krwi choć w środku puste
mamić twój cień bezsennym blichtrem
widzisz to gdzieś we mgle nad ranem
do lustra skrzą pół martwe gwiazdy
ono cię znów jak sen okłamie
zatrzyma czas gdy nikt nie patrzy
byś trwał od dni po każdą krawędź
na której ktoś skaleczył dłonie
i snując los na sztucznej jawie
przedwcześnie swój przewidział koniec
więc nie patrz tam gdzie mówiąc szczerze
nie ma już nic poza iluzją
w którą od lat do dziś nie wierzę
dla ciebie też nie jest za późno
