Widzę inaczej
Sięgam myślami wstecz co jest mym wręcz sakramentem,
Unoszę wzrok ku górze i zatrzymuje ten pełen emocji obrazek,
Przewijając slajdy dawnych swych dość udanych porażek,
Wplatam w swoje palce włosy aż po czubek głowy,
Zastanawiając się tymczasem czy świat jest na to gotowy,
Z innym stoję lustrem widząc swe odbicie,
Jakby zakrzywione we własnej orbicie,
Patrzysz na to samo lecz nie zauważasz,
Nie minęła choćby chwila, a Ty się postarzasz,
Patrzę znów w odbicie widząc tą strukturę,
Próbuje zachować powagę, uprzejmość, kulturę,
Jednak coś wrażenie mam, że widze świat inaczej,
Jakbym słyszała ciszę tam, gdzie tłum coś znaczy.
Jakby w prostych gestach kryły się zagadki,
A w spojrzeniach ludzi — niedopowiedziane wpadki.
Idę więc przed siebie, choć grunt bywa kruchy,
Zbierając po drodze własne ciche słuchy.
Każdy krok jak wers, co pisze się sam,
Choć nie zawsze wiem jeszcze, dokąd zmierzam tam.
I może to właśnie w tym całym chaosie
Jest sens, który rodzi się w najmniejszym głosie.
Nie w krzyku, nie w tłumie, nie w świetle reflektorów,
Lecz w tych cichych chwilach, bez zbędnych pozorów.
Więc patrzę inaczej — i już się nie boję,
Że świat mnie nie pojmie, gdy swoje wypowiem.
Bo jeśli w odbiciu odnajdę choć siebie,
To znaczy, że jestem dokładnie tam, gdzie trzeba — i w czasie, i w niebie.
